Uciekam. Znikam. Kolejny raz. Nie szukaj mnie.

' Nie jestem w miejscu, w którym obiecałem
być, bowiem boli. Niewypowiedzianie
niewypowiedzianie boli. Nigdzie nie pojadę,
bo boli. I nie o szesnastej,
ani godzinę później. Bowiem boli. Nie odeślę i
nie odbędę. Gdyż boli. Będę zajęty czym innym
- boleniem. Bowiem boli. Nie przestanie i ja
nie przestanę. Bo nakręcam się.
I przeciwbóle gromadzę na później. '



Słyszę, że wszystkim w około jest źle. Czytam jakieś pierdoły o śmierci, braku siły, nadziei. Jesienna depresja, zimno, pierwszy śnieg. Melodramaty które nic nie dają, nic nie wnoszą a mają tylko za zadanie zrzucenie winy i odpowiedzialności na drugą osobę. Być może na mnie. Tylko ja nie czuję się zobowiązana do tego, by nosić na plecach ciężar czyjegoś niepowodzenia. Dobrze wiem, że nie jest różowo. Jest ciężko, kurewsko ciężko. Nawet rozmowa to coś nie do przejścia. Nie wymagam od ludzi niczego. Jeśli świadomie bądź nieświadomie zakładają mi kaganiec odsuwam się po cicho co raz dalej. Na bezpieczną odległość, poza linię horyzontu. Nie znoszę odpowiedzialności, a teraz zmagam się z nią na co dzień. I nie mogę pozwolić, aby ktoś naruszył tą szczelną barierę ochronną. Nie tylko dla własnego dobra.
I nawet na nałogi nie mogę już sobie, kurwa, pozwolić. 

 Chyba trochę wariowałem, dobrze, że bez świadków. Chore zwierzęta powinny się ukrywać najgłębiej i nie ujawniać nikomu swoich chorób, tak powinno być, tak zrobiłem, wszystko jest jak należy.



Mam przed sobą olbrzymie wyzwanie. Największe ze wszystkich z którymi musiałam się kiedykolwiek zmierzyć. Stuprocentowa reorganizacja życia. Ogromny ciężar na plecach. I tylko nas dwoje żeby sobie z tym poradzić. Nikogo więcej, bo na nikogo nie można już liczyć. A jeśli można, to dzieli odległość. 
Powinnam płakać, powinnam się bać, ale czuję, że damy radę. Bez nikogo, sami.

' Jeśli Cię boli niech zaboli Cię bardziej! 
Oto co myśli Twój przyjaciel '


Stało się. Granice absurdu zostały przekroczone. Właściwie to czego mogłam się podziewać, tak było od zawsze. Dużo gadania, mało działania. Jedna chwila, jedno złe posunięcie sprawiło, że straciłam wszelaki szacunek, zyskałam za to stuprocentowe przekonanie, że ludźmi kieruje jednak strach, tchórzostwo, wyrachowanie i zazdrość. Myślałam, że nie jesteś jak reszta tej szarej masy. Pomyliłam się, bardzo. 
To nie było łatwe, noc nie należała do najlepszych.
Istnieje na szczęście taki świat w których mieści się tylko jedna osoba. I to najlepszy ze światów. 
Gdzie popełniłam jakiś błąd? W którym momencie przestałam kontrolować rzeczywistość? Kiedy dałam się podejść? Ja po prostu chciałam żyć normalnie, bez sensacji i urozmaiceń. Dobrze mi było w tej przeciętności. Czy moje szczęście aż tak komuś przeszkadzało? Zaufanie zdechło. Dla mnie już nie istnieje. Ludzie nie są warci tego, żeby im zaufać. Zazdrość czy zwykła złośliwość prowadzi do tego, że zanim się zorientujesz obudzisz się z kolejnym nożem wbitym w plecy. Mając takich przyjaciół wrogowie nie są mi potrzebni. Najwyższy czas ponownie pozrywać wszelkie kontakty, koniec wielkiej przyjaźni. Nie zależy mi na rozpętaniu jakiejś śmiesznej wojny. Nie mam na nią ani czasu ani ochoty. Chcę tylko, żeby każdy zaczął pilnować swoich spraw nie wpierdalając się przy tym w moje. 
Poza tym jest jesień. Już niedługo będzie listopad. Będzie dobrze.

Hej, wiesz co, pasowaliśmy im wszystkim. Wpisaliśmy się w jakiś schemat, byliśmy dobrym tłem. Gruntem, na którym opierali się układając swoje życie. Brali z nas przykład, zazdrościli nam. Wiesz, nierozerwalnie byliśmy idealni. W ich oczach. Tylko że każdy na swoje oczy i widzi co innego. Ja otwarłam swoje w dobrym momencie. Nie żałuję. 



' Wstydzę się. Okropnie.
Wyłącz mnie, połącz mnie z niebytem.
Byłem złem i mitem.
Wyłącznie. 
Wyłącz mnie. '



Dzisiejszy dzień mnie zniszczył. Naruszył jakąś drobną część układanki, która późnym popołudniem runęła na łeb na szyję i rozpieprzyła się na kawałki. To był bardzo zły dzień. Budowałam w sobie spokój który dziś poszedł w pizdu. Budowałam poczucie pewności i przekonanie, że jeszcze może być normalnie. Taki chuj.
Odsunęłam się, żeby ludzie o mnie zawalczyli, pokazali że choć trochę, troszeczkę... Nikt nawet palcem nie kiwnął. Przyjaciele zawodowo dali dupy. Z nawiązką. 
Podobno jestem zbyt wulgarna, ale to jedyne co mogę zrobić sama dla siebie. Poprzeklinać, ponarzekać, pokazać tyłek, powbijać sobie więcej żelastwa w twarz i palić papierosy. Nikomu do tego nic, zero. Mam dość rozliczeń. Nawet nie jest mi przykro. To raczej rozgoryczenie które pozostaje mi zakryć śmiechem.
Zmiana otoczenia której tak bardzo się bałam wydaje się być wybawieniem. Już nigdy, przenigdy nie będę zabiegać o czyjąś uwagę. Sram na was wszystkich. Fuck it be bad.


' Dzień za dniem taki sam, lecz to nie powód do rozważań,
Delikatnej szydery, zamierzam wszystkich obrażać.
I obnażać patologie, atakujące moją głowę,
Czy to ja jestem chory, czy pokonałem chorobę.
Nie pasuje do świata, bo czasem jeszcze w niego wierzę,
Nie żrę wszystkiego bezmyślnie, staram się mówić szczerze.
Otoczony egocentryczną bandą klonów z klonu,
Wierzę, że pośród milionów mieszkań i tysięcy domów
Jesteś Ty jedna osoba, co potrafi myśleć.
Jednostka, która mnie zrozumie, wiesz, tak mówiąc ściślej,
Ale z każdym dniem nadzieja staje się bardziej zgnita,
Umiera do krzyża przybita, w moim świecie witaj.
Związków chemicznych i farmakologicznego snu,
Tak będę się truł. Czuł myśli złamane na pół.
Noc pierwsza trzydzieści, to w głowie się nie mieści,
Jak bardzo mocno chciałbym komuś moje życie streścić.
A może i oddać, a bierz to w cholerę !
Jestem antytezą sknery, bo emocjami się dzielę,
A może to po prostu zwykły ekshibicjonizm,
Egocentrycznie chcę utopić Cię w moich myśli toni. '





Robienie zdjęć wcale mi już nie pomaga ani nie cieszy tak jak kiedyś. To cholernie przykre. To że kończą mi się wakacje i trzeba będzie się ogarnąć też jest przykre. I to, że tak bardzo znienawidziłam to miasto które jest w dużej mierze odpowiedzialne za cały ten bajzel. Przez te kilka miesięcy wcale nie odpoczęłam, mam nawet wrażenie że wypaliłam się na dobre. Rosną we mnie dziwne uczucia które sprawiają że czuję się jak zwierzę. Jakiś dziwny rodzaj agresji, frustracja i niepewność. Trochę strachu. I tylko jedno potrafi to jakoś stłamsić. 

' To jak czarna dziura, jak pęknięta wątła nić,
tam gdzie kiedyś było wszystko teraz nie ma nic.
Powiedz, powiedz, powiedz gdzie jesteś... '






Boje się. Jest dzień w którym powinno mnie tu nie być. Powinnam robić dużo przyjemnych albo i mniej przyjemnych rzeczy. Powinnam robić cokolwiek. Cholerne niepewności po godzinie dwunastej. Upał i zaduch. Postanowienia które poszły gdzieś w pizdu. Strach. Brak snu. Stos kartek i innych ważnych mi dupereli, które trzeba będzie spakować i schować gdzieś głęboko, żeby nie kusiły. Cofanie się o parę lat w tył to najgorsze, co mogłam sobie zafundować. 
Przeraża mnie to, co już niedługo ma nadejść, już chucha mi na kark. To kurewskie uczucie, bo nie wiem co mam robić. Kompletna dezorientacja. Przykro mi.
Nie ma w moim życiu żadnej rzeczy stałej. Nie ma żadnego gruntu pod nogami. Nie ma nic.

' Chodź, znikniemy na chwilę, to miasto przytłacza jak głaz... '



Ostatnie tygodnie to coś więcej niż życie. Nie wiem co się dzieję, ale chce żeby działo się cały czas.
Chyba wpadłam po uszy i w tym moja słabość.



Wiesz jak jest. Właściwie żadne z nas nie ma pojęcia co robić, gdzie oprzeć głowę i co zrobić z rękami. Nauka od nowa jest trudna, to tak jakby na nowo uczyć się oddychać czy chodzić. Wszystko przez tą pieprzoną dziurę, jak po kuli gdzieś między żebrami. Nikt nie obiecywał, że będzie łatwo. Wiem tylko, że już nigdy nie złożę żadnej obietnicy. 
Nigdy już nie dam się wplątać w rutynę, w brak czasu, w szarość, w zakłopotanie, w odizolowanie, w odgrywanie scen i zakładanie coraz to nowych masek. Nigdy. 
Teraz wiem, że liczą się tylko zamglone spojrzenia, beztroska i ten dziwny ogień, który powoli wymyka się spod kontroli. 


' Niech wszystko spłonie, niech będzie koniec.
Dokumenty, bilety, wszystkie gesty i słowa,
spalę wszystko doszczętnie
potem zacznę od nowa. '








' ...Znowu brnę w bzdurne, żałosne wynurzenia,
Życie szykuje trumnę, po co ? Mnie przecież nie ma,
Nakazy odgórne, ciągłe skoki ciśnienia,
Postaw na szafce urnę, zamknij nasze wspomnienia,
Nie jestem już tym, kogo może trzymasz w głowie,
To kim się stałem - win i ofiar pełen grobowiec,
Okrutny czyn, szukanie kopii weź mi powiedz
Czy na prawdę hordę świń da się zmienić w stado owiec,
Zadufany w sobie, maska już nie wiem która,
W sumie to ci powiem jak się miło siedzi w murach,
Inni z głową w chmurach, ja w pokoju bez drzwi,
Kolejna bzdura, mam nadzieję - dobrze ci się śpi,
Bo u mnie z tym różnie, czasem podglądam słońce,
O piątej rano, słusznie myślisz, nie jest gorące
Problemy palące, nie staraj się zrozumieć,
Najbardziej drażniące to, że tego też nie umiem,
Co się we mnie zrodziło - gniew do wszystkich na około,
Może Ci się obiło - czasem było wesoło,
Chyba mi odbiło, a życie jest życia szkołą,
Wiem, kiedyś Ci się śniło, dajmy spokój pierdołom.



Bo zapomnieć nie potrafię, a wybaczać nikt mnie nie nauczył,
Kiedy masz przeciwko sobie cały świat,
Musisz przed siebie ruszyć i się bronić jak się da.



I płynął czas, jak wszystko, tęsknota zdycha,
Zabrakło nas, czy jest mi przykro ? Mam czym oddychać,
Zrobił się kwas, bo nie ma życia bez ryzyka,
We łbie ciemny las, z gałęzi martwe myśli zwykły zwisać
To jakieś 7 lat miałem czas by dojść do siebie,
Ostatni bastion padł, nadziei nie znajdę w chlewie
I topie się w gniewie, więc nie pytaj "jak leci",
Łabędzim śpiewem żywych witają martwi poeci,
[ ... ]
Trzeba było się zapytać kiedy drapałem ścianę,
Gdy nie miałem czym oddychać, los mi zadał ranę,
No i gdzie brzmiał twój głos ? Jakoś go nie słyszałem,
Przed oczami miałem stos i wiedziałem, że się palę,
Gdybym teraz miał przeprosić tych, co źle ich traktowałem
Możecie się zgłosić - muszę ponieść karę,
Jedno nas różni - ja o tym myślę stale
A znam takich co są próżni, krzywdzą i jadą dalej
Bez krzty autorefleksji nie patrzą w lusterko wsteczne
Jak po apopleksji, blizny straszyć będą wiecznie,
To takie niedorzeczne, myślisz nie wiem o czym mówię ?
Może to nie jest grzeczne spotkać się i mieć w czubie
Zobacz - wszystko się zgadza, abnegacje i alkohol,
I popatrz jednak zdradzasz dar przypisany prorokom,
Z kolejną epoką witaj się bez ciśnienia,
Zobaczysz - będzie spoko, nie pisz, bo mnie już nie ma.



Człowieka możesz okraść ze wszystkich dni,
Sprawić, że nie potrafi śnić, ale wiedz, że
I Ty i ja na końcu drogi się spotkamy,
Może ktoś nas osądzi, może zostaniemy sami.
A jeśli będę z Tobą stał twarzą w twarz,
To pokaże Ci jak boleć potrafi ten czas,
Kiedy zupełnie sam musisz walczyć z samym sobą,
Pokaże jak upada się na dno,

Zobaczysz ten świat. '





Co u mnie? Dobrze, przecież żyję. 
Długo nie byłam w stanie znaleźć odpowiedniego słowa którym mogłabym opisać ostatnie dni, ale udało się.
Chillout. Pozytywna znieczulica która martwi, ale cieszy. Wielu pozytywnych ludzi, którzy w stanie są zrobić naprawdę wiele a nie otaczać się pustymi słowami. Iskierki, iskierki w oczach i całkowity luz. 
Nie sądziłam, że jestem w stanie tyle znieść i nie zwariować. 

' Dlaczego się śmieją tylko usta a nie oczy zmęczone tym, że wciąż muszą patrzeć ? '

Piątek w domu, mętlik w głowie. Bardzo niespokojne noce i to dziwne wrażenie, że coś nieustannie utrudnia oddychanie. Wewnętrzny niepokój, że nie wiadomo co się stanie, że nie wiadomo jak to będzie. Zagłuszanie emocji i tłamszenie ich muzyką daje doskonałe rezultaty. Dnie są zdecydowanie lepsze niż noce.

' Potężny kolaż łez i obdartych kolan na każdym etapie życia... '

Weekendowa trzeźwość była mi cholernie potrzebna. Papierosy i alkohol gdzieś zniknęły, straciły znaczenie. Została duma, że umiem jednak i bez tego. Chyba do mnie dotarło, że muszę radzić sobie sama.

' I powiedz jak mogliśmy upaść tak nisko dławiąc się kawałkiem własnego bagna... '

***





Brakowało, bardzo. Jest niedosyt.




Marzy mi się dom, własny pokój w którym będe mogła usiąść przed telewizorem na kanapie i zapalić papierosa, a nie wychodzić albo marznąć w oknie. Miejsce w którym będe testować najróżniejsze mózgojeby. W którym będę mogła siedzieć od rana do późnej nocy pod kołdrą, słuchając muzyki na cały regulator i jedząc   niezdrowe żarcie. Chcę spokoju, chcę mieć totalnie wyjebane na wszystko. To takie odległe. 
n i e w y k o n a l n e.  n i e r e a l n e.


Desperackie szukanie osoby która będzie warta obdarcia się przed nią ze skóry jest męczące i cholernie upokarza. Cholernie boli. A ostatnie dni przedstawiają mi się w formie rozmytych obrazów, urywków, paragonów, niepewności, pozornego szczęścia i małych rozczarowań. Bardzo czegoś nie mam a bardzo chcę mieć...

' Wiedziałam, że zrobicie coś wyjątkowego. Tacy ludzie jak wy zdarzają się raz na milion urodzeń. Obserwowałam was z boku, i gdzieś w środku był ten smutek, ta wiedza, że to i tak skończy się źle. Że ten ogień was wypali. '



To nie uczucie tylko uzależnienie, a z uzależnieniami się walczy. 





Nie ogarniam tego co się dzieję. Kompletnie. Nie wiem po co i dlaczego. Jestem rozdarta. Utknęłam gdzieś między bezinteresownym dobrem a egoistycznym złem. To zło cholernie pociąga, a ja jestem tak uległa. 
Mam dość po raz setny odmawiania sobie pewnych rzeczy, po raz setny na daremno. Obiecuje sobie, że to ostatni raz, ale jak zwykle chuj z tego wychodzi. Mam dużo czasu, żeby to zmienić.
Lubię nocne psychotropowe jazdy, chcę ich więcej. I więcej, i więcej...





' Będą nas tutaj trzymać, dopóki nie oszalejemy do reszty. Oni chcą czystej zabawy, chcą tego nieokreślonego czegoś, czego chce kot przerzucający sobie z jednej łapy do drugiej jeszcze żywą mysz ze złamanym kręgosłupem '





***

' Musisz mi pomóc bo od
tygodnia pada deszcz 
i powoli życie
mi się rozmywa.

Musisz mi pomóc 
bo czuję się jak Bóg
który przez sześć dni budował
i powstał wielki chaos.

Musisz mi pomóc
bo wczoraj śmierć pytała
szatniarza w knajpie
co się ze mną stało.

Musisz mi pomóc
dziś teraz już
bo jutro może być
za późno. '

***

lust              gluttony            greed               sloth             pride            wrath              envy





' Noszę koronę gówna zasiadając na tronie kłamcy, pełny rozbitych myśli, których nie mogę poukładać.
Ponad plamą czasu, uczucie zaciera się. Ty już jesteś kimś innym a ja wciąż tu tkwię. '




Lubię tego destylowanego diabła w oczach. Wróci niedługo, wtedy go zgaszę. 



Kilka miłych słów i czuję, jakbym unosiła się kilka centymetrów nad ziemią. 
Obym tylko jutro nie spadła twarzą w błoto.

' Ja, mylący wtedy artyzm z paleniem, mylący bycie artystą z piciem, mylący pisanie z kurewstwem, z jesienią, ze wszystkim. '


I życzę sobie żeby najbliższe dni miały idealną ilość godzin, tak jak ten jedyny raz.. Bez napierania na plecy i ugniatania przepony. Znowu czuję się jakby uwiązana na smyczy, z kagańcem. Znowu się męczę. Znowu robię wszystko, żeby coś, cokolwiek uległo zmianie. Kiedyś ta smycz się urwie, wiem to. Prędzej czy później. Właściwie to boję się tego, ale nie chcę już dłużej z tym walczyć, to nieuniknione. Cholernie głupie.
Już niedługo będzie wiosna, będzie.

' Ja na dzień dobry chcę powiedzieć do widzenia, i nie chcę z Wami mieć już więcej do czynienia. '



Jest mi bardzo przykro, ale nic nie obiecywałam. Chyba pozostaje tylko zmienić numer telefonu, adres i takie tam... płeć ?

' Emanowała namiętnością skroploną winem.
Wiem, że pachniała jak Paryż choć nigdy tam nie byłem. '



Chciałabym cofnąć się o te parę kroków, wrócić w tamto miejsce i nie czuć więcej.
I niech nikt więcej nie próbuje mi wmawiać, że zima nie jest zła. 

' Raz w życiu pomyliły mi się kroki i od tego czasu chodzę krzywo. '



' Kiedyś Ci się już przydarzyło dojrzeć, 
chłopcze.
teraz upijasz się i mądrzysz
sam przed sobą, obcy.
teraz masz milion kobiet, 
chłopcze.
po pijanemu, w głowie,
wybierasz numer, dzwonisz, 
zabierając komórkę
współbiesiadnika, dzwonisz
i mówisz głosem obcesowo obcym
obce słowa, och, chłopcze, 
kiedyś byłeś dorosły,
a teraz kupujesz
trochę dzieciństwa w nocy. '

To wszystko się na mnie zemści.
Wal się na ryj, głupia suko. Moja piękna, niosłem ci szklaną różę w zębach, ale pokaleczyłem sobie dziąsła.

Pakowanie się w kłopoty powinno być moją profesją. Co Ty ze sobą robisz? Reprezentujesz sobą kawałek tego cholernego i ciągle krytykowanego marginesu społecznego, co gorsza, dobrze Ci w nim.
Ponadto przygasa trochę wiara w trwałość wszystkiego, absolutnie wszystkiego. Rozpalają się niepewności. 
Żarzą się jeszcze iskierki naiwnej nadziei, które przyjdzie mi prędzej czy później ostudzić wiadrem zimnej wody.
To przykre ile każdy ma w sobie kurestwa. 
Albo nie każdy...

' Chodź ze mną, oni tak szybko nie pobiegną, zrobimy trochę na złość '
Ostatnio zbyt intensywnie, naiwnie. 
Na setne pytanie o treści : ' co dostałaś na gwiazdkę? ' nasuwa się tylko jedna odpowiedź - pierdolca.
Nowy rok, czyli podsumowania i postanowienia? A pieprzyć. Nie mam czasu, z resztą po co się oszukiwać.
Nie ma czego rozpamiętywać, przewaga zbiegów okoliczności i przykrych zdarzeń. Przewaga, ale nie wszystko było złe. Czasem jest chwila, że uśmiech sam ciśnie się na usta. To właśnie taki moment.
Ty masz sentyment, ja mam wyjebane.